I tried to be perfect but nothing was worth it
I don't believe it makes me real
I thought it'd be easy but no one believes me
I meant all the things I said
if you believe it's in my soul
I'd say all the words that I know
just to see if it would show
that I'm trying to let you know
that I'm better off on my own
Każdy dom pachnie inaczej. Jej mieszkanie często przesycone było wonią alkoholu, papierosów lub przypalonego jedzenia. Dom jej byłej przyjaciółki miał zapach dziwnej mieszanki ziemniaków i odświeżacza powietrza. W tym mieszkaniu zaś czuć było kurz, jaśmin i lekką nutkę melancholii. Wprawdzie co do tego ostatniego to nie była pewna, może to tylko jej subiektywne odczucie. Siedziała na dużej kanapie w łagodnym niebieskim odcieniu. Rozglądała się z zaciekawieniem po pomieszczeniu. Na lewo pełno półek z książkami, na prawo drzwi do jego sypialni, gdzieś w oddali biurko zawalone stosem papierów i notatek. I kolejne drzwi. I jeszcze jedne. Całkiem spore to mieszkanie. Wytarła ręcznikiem czoło i owinęła nim włosy.
- Trzymaj. Pewnie będą za duże, ale nic lepszego nie udało mi się znaleźć powiedział rzucając jej na kolana swoje stare dżinsy i zieloną koszulkę z napisem Just like you&me.
- Dziękuję.
Odpowiedział przyjaznym uśmiechem i po chwili dodał:
- Do łazienki to prosto i w prawo, uważaj po drodze, bo trochę się bałaganu narobiło. Jak się żyje samemu to zwykle się nie myśli o sprzątaniu.
Mruknęła niewyraźnie: Jasne, jasne. i udała się we wskazanym kierunku.
Wróciła po dłuższej chwili. Gdy tylko pojawiła się w drzwiach jej nowy znajomy nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Rzeczywiście ubrania wisiały na niej jak na wieszaku. W dodatku chodziła teraz boso i z przemoczoną głową.
- Bardzo śmieszne. Wiem, że wyglądam jak dziecko wojny i okupacji, ale to chyba jeszcze nie powód żeby się tak ze mnie nabijać skrzyżowała ręce i zmieniła wyraz twarzy na bardziej bojowy.
- Przepraszam
To silniejsze ode mnie. A teraz siadaj i opowiadaj wszystko od początku.
Więc usiadła i odruchowo sięgnęła po kubek gorącej czekolady, który magicznym sposobem pojawił się w czasie jej nieobecności.
- Od początku? To będzie długa historia
- Mamy czas. A jak nie wiesz, od czego zacząć, to zacznij od przedstawienia się.
Skrzywiła się nieznacznie i wcale nie było to spowodowane temperaturą pitego przez nią napoju.
- Nie lubię swojego imienia. Swoich imion właściwie
Chcę o nich zapomnieć.
Pokiwał głową ze zrozumieniem. Teraz siedząc wystarczająco blisko mogła dokładniej przyjrzeć się jego oczom. Niebieskie, ale tuż przy źrenicy miały lekko brązowy odcień. Czyżby heterochronia? Jego włosy natomiast miały jednolity kolor gorzkiej czekolady.
- To znajdź jakieś inne imię czy tam pseudonim. W końcu nie będę się do ciebie zwracał: Ej ty!.
Zamyśliła się. Jak właściwie chciała by ją nazywano? Wcześniej nie zawracała sobie tym głowy, po prostu nie lubiła swoich imion i tyle. Coś krótkiego i treściwego. Taka metafora prostych słów.
- Jeśli miałabym być szczera to najodpowiedniejsze byłoby Troublemaker. Ale to za długie, więc możesz nazywać mnie Trouble.
Dopił resztki swojej gorącej czekolady i odstawił kubek.
- Trouble powiadasz
W porządku, chcesz być kłopotem to będziesz. A żeby nie było niedomówień to ja na imię mam Raphael.
- Przynajmniej masz normalne imię. I dzięki za czekoladę.
Dopiero teraz obydwoje zastanowili się co dalej. On - dlaczego w ogóle zgodził się zająć tym kłopotem i co z nim teraz zrobić. Ona - jak sprawić jak najmniej kłopotów. Tak czy inaczej dzisiejszą noc musi spędzić tutaj. Raphael wspomniał coś o kocu i wyszedł, zabierając ze sobą puste kubki. Wrócił ze wspomnianym kocem.
- We wrześniu idę do liceum rzuciła niedbale jakby to była rozmowa o pogodzie.
- A jak się uczysz w ogóle? Dobrze czy źle?
- Raczej lepiej niż gorzej. Niektórzy przepisywali ode mnie pracę domową i dostawali piątki, więc chyba to coś znaczy mruknęła okrywając się kocem. Cóż z tego, że zamieniali ze mną słowo tylko gdy potrzebna im była pomoc z angielskiego czy czegoś
- zanurzyła się w szkockiej kracie, spod której wystawał jej tylko czubek głowy. Brązowe włosy już były prawie suche.
- Nie przejmuj się, ludzie są podli z natury odparł i pogłaskał ją po głowie.
- Ale ty nie jesteś? spytała i przysunęła się bliżej.
- Pewnie też jestem, ale póki co tego nie widać. I niech tak zostanie.
Więcej już nie rozmawiali. Trouble zasnęła pół leżąc, pół siedząc, opierając się o ramię Raphaela. A ten nie miał serca by ją obudzić, więc został tak jak siedział. Zastanawiał się czy nie odwiedzić matki swojego nowego kłopotu. W końcu nie mógł się nią wiecznie zajmować, nie potrafiłby. Teraz jednak przyglądając się jej twarzy pogrążonej we śnie, nie był pewien czy lepiej problem zostawić czy zwrócić prawowitemu właścicielowi. Miał chęć zapalić papierosa. Od jak dawna nie palił? Trzy, cztery lada? Nie pamiętał.
That's the game
It's the reason that we lost when we played
It's the sleep
That I lose
It's a lifetime spent avoiding the news
And you're really not aware of the trouble that we're in
No, you're really not aware of the trouble that we're in















Devious Comments
Comments
Ciekawe, miło się czyta ^^
Czekam na kolejną część
No i oczywiście
--
--
You made a mess, for Christ sake,
This rotten world, shit out of luck
Go with my vision, light up the fire
Right on the power, weapon I have it all!
--
"There is some fiction in your truth, and some truth in your fiction. To know the truth, you must risk everything."
--
I am sorry for my English.
--
"There is some fiction in your truth, and some truth in your fiction. To know the truth, you must risk everything."
--
I am sorry for my English.
--
"There is some fiction in your truth, and some truth in your fiction. To know the truth, you must risk everything."
--
I am sorry for my English.
Previous PageNext Page